Grand Canyon Colorado

"Wielki KanionWielki Kanion Kolorado'' – przełom rzeki Kolorado w stanie Arizona w USA przez Płaskowyż Kolorado. Za początek kanionu uznaje się Lee's Ferry (niewielka stacja z motelem i przystanią dla łodzi leżąca około 12 km od miejscowości Page), natomiast koniec kanionu leży w rejonie Grand Walsh Cliff leżącym około 20 km od początku jeziora Mead. Odległość pomiędzy tymi punktami mierzona nurtem rzeki Kolorado wynosi 446 km. Najgłębszym rejonem Wielkiego Kanionu jest Granite Gorge (Wąwóz Granitowy), w którym najgłębsze miejsce leży poniżej krawędzi o 1857 m (6093 stóp). Szerokość kanionu waha się od ok. 800 m (pod punktem widokowym Toroweap na North Rim – Północnej Krawędzi) do 29 km w najszerszym miejscu. Jest to największy przełom rzeki na świecie (jednak nie najgłębszy)."

Tyle oficjalnej wiadomości Wikipedii i tyle mniej więcej wiedziałam o tym miejscu. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że czeka mnie coś spektakularnego ale... no właśnie... może zacznijmy od samego początku:
Przygodę z kanionem zaczełam od miejscowości Page. To właśnie stamtąd zaczynała się wycieczka do Kanionu Antylopy (opisany we wcześniejszym wpisie) i tam też znajduje się słynny i malowniczy Horseshoe Bend- oddalone parę kilometrów od miasteczka miejsce, gdzie można podejść na same urwisko kanionu dające niezapomniane widoki. Od darmowego parkingu czaka nas 15 minutowy spacer nad krawędź kanionu. Niby nic trudnego ale idziemy przez pustynię w 45 stopniach i muszę Wam powiedzieć, że był to chyba najbardziej wyczerpujący spacer jaki w życiu odbyłam. Przed wejściem na szlak stoją tabliczki nakazujące wręcz zabranie ze sobą półtora litra wody na osobę i nie ma w tym za grosz przesady! Uczciwie radzę zastosować się do tych wskazówek, bo miewałam momenty, w których myślałam, że zwyczajnie zemdleję. Po dotarciu na miejsce jestem wręcz przerażona! samo urwisko nie jest bowiem niczym zabezpieczone, a ludzie dla zrobienia tego fantastycznego 'instaselfie' ryzykują naprawdę wiele. Trzymam kurczowo syna i staram skupić się na pięknych widokach ignorując turystów w plażowych japonkach podchodzących pod samą krawędź kilkusetmetrowego uskoku. Po  jakimś czasie oswajam to uczucie niepewnośći i teraz w pełni próbuję docenić urok tego miejsca. Mam lęk wysokości, stąd minęło sporo czasu zanim 'zaprzyjaźniłam' się z otoczeniem. Przepiękny widok na rzekę i ściany kanionu rekompensują włożony wysiłek w dotarcie do tego miejsca. Jestem zachwycona! ale wyobrażałam sobie coś więcej. Teraz pozostaje wrócić do samochodu i uwierzcie jest to jeszcze trudniejsze. Docieram do auta niemal mdlejąc. Całonocna podróż i choroba mocno dają się we znaki i do tego ten upał, praktycznie zerowa wilgotność powietrza - mieszanka iście wybuchowa.







Page to także doskonałe miejsce na zobaczenie kanionu "od dołu". Można tam wypożyczyć kajak lub ponton aby przepłynąć sie chociaż chwilę rzeką Kolorado. Niestety nie starcza mi już sił i chęci więc wracam do hotelu. Na następny dzień mam zaplanowaną podróż na South Rim skąd rozpościerają się najpiękniejsze widoki na kanion. Ze względu na stan zdrowia poważnie zastanawiam się nad odwołaniem tych planów jednak świadomość tego, że pokonałam tyle tysięcy kilometrów aby tu dotrzeć i fakt, że byc może nigdy tu nie wrócę zwycięża i następnego dnia o 9 rano wyruszamy w dalszą drogę. Przy okazji ważny fakt dla wszystkich, którzy będą używać nawigacji w telefonach komórkowych - amerykańska sieć At&T nie ma zasięgu na terenie Parku Narodowego Wielkiego Kanionu więc jedziemy troche na oślep kierując się jak za starych czasów mapą i drogowskazami ;-) jest wesoło ;-) 
Wjazd na teren parku jest odpłatny (30$ za samochód), ale podjeżdżamy na parking położony niecałe pięć minut od tak zwanego Mather Point (taras widokowy). Tu jest trochę inaczej niż na podkowie opisanej wcześniej. Ścieżki są wyasfaltowane, na szlaku znajduje się masę ławeczek, punktów z wodą no i są drzewa dające schronienie przed palącym słońcem. Wszystko to jednak staje się nieważne w obliczu widoków jakie mnie czekają. Zapominam o wszystkim: chorobie, zmęczeniu, kradzieży... niemal o całym świecie. Nawet nie odważę się spróbować opisać Wam tych widoków, po prostu  zapierają dech w piersiach, krajobraz rodem wyjęty z fotoszopa, ciężko uwierzyć, że to nie jest po prostu rozwieszona fototapeta. Żaden film, żadne zdjęcie nie jest w stanie tego oddać. Stajemy w obliczu natury i jej najpotężniejszych sił! dopiero teraz odczuwamy jak jesteśmy mali i niepozorni w obliczu tego co dzieje się ze światem. Owszem, niektórzy z nas są w stanie zostawić swój ślad na kilka, kilkadziesiąt lub ci nieliczni na kilkaset lat. Jednak tam... patrzymy na historię ciągnącą się kilka tysięcy milionów lat wstecz!!! Wow - trochę mnie zatyka! Wybieramy ponad 3 km spacer krawędzią kanionu i z całą pewnością był to spacer mojego życia!!!
Cały teren jest kapitalnie zagospodorowany. Rozciąga się on na długości prawie 50 kilometrów (Desert View do Hermits Rest), a poszczególne punkty widokowe łączy nieodpłatny Shuttle Service. Liczne miejsca gdzie można odpocząć i zjeść dopełniają przyjemności tej wycieczki. Na terenie Grand Canyon Village znajduje się kilka hoteli, domki letniskowe i trochę żałuję, że nie zostajemy tu na noc. Jeżeli kiedyś będzie mi dane powrócić w to miejsce, to z całą pewnością zarezerwuje tu dwa noclegi i wyruszę ścieżką w dół aby zobaczyć kanion z zupełnie innej perspektywy.
Spełniliśmy swoje marzenie, nikt i nic nam tego nie odbierze













Comments

Popular Posts