Szczęście...

Warto przed zbliżającymi Świętami przeczytać..., zastanowić się nawet dłuższą chwilę, zwolnić....Czym jest dla Was szczęście?
 

''Wszyscy mamy w głowie obraz szczęśliwego człowieka. Zwykle jest to uśmiechnięty, piękny ktoś na leżaku, z drinkiem w dłoni, pokaźną willą w tle oraz luksusowym autem w garażu. Ów szczęściarz ma wszystko czego dusza zapragnie (dodam, że bez większego wysiłku), chodzi rozanielony i rozdaje uśmiechy. Kiedy konfrontujemy się z tym wydumanym ideałem, czujemy się nieszczęśliwi.
W pogoni za szczęściem szukamy winnego, przez którego gonimy niczym chart za króliczkiem. O, może to być ktokolwiek: rodzice, bo dali nam niewłaściwe wzorce, nauczyciel, który nas gnębił i to przez niego nie poszliśmy na studia, żona, albo mąż, którzy nie kochają i o wszystko się czepiają, szef, który doi i nie docenia, nasze państwo, rząd, kościół…a na końcu jesteśmy my sami, bo z książek się dowiedzieliśmy, że sami jesteśmy kowalami własnego losu i gdybyśmy tylko wystarczająco się znali, pokochali i zmotywowali, to byśmy mieli…a nie mamy. Lista winnych jest długa. Na szczęście przeczytaliśmy kilka podręczników na temat szczęścia, posłuchaliśmy kilku osób, które na szczęśliwe wyglądają i wiemy już, że wszystko zależy od nas samych. Stawiamy sobie ambitne cele i uparcie do nich dążymy. I już wiemy, że jak tylko uda nam się zmienić pracę, albo męża, czy żonę, albo zdobyć kredyt na większe mieszkanie, to nareszcie będziemy szczęśliwi. Zatem śpimy mniej, jemy gorzej, spinamy się bardziej, wrzeszczymy na dzieci częściej, kochamy się rzadziej, wszystko w pogoni za szczęściem, które na nas czeka na końcu tej upiornej drogi. Tylko, że gdzieś tam w połowie zaczyna brakować sił, zdrowie szwankuje, rodzina się rozpada, znajomi znikają, a my stoimy nad ruiną własnego życia i czujemy się oszukani i przegrani. I zachodzimy w głowę dlaczego? Gdzie popełniliśmy błąd, co w nas jest nie tak, dlaczego oni potrafią, a ja nie… To nie ma nic wspólnego ze szczęściem!
Oto moja definicja szczęścia:
Akceptacja siebie, własnych potrzeb i pragnień nawet jeśli nie spełniają one ogólnie przyjętych norm, nie są zgodne ze stawianymi nam przez otoczenie wymaganiami. Czy ty naprawdę chcesz mieć taki wielki dom? Czy na pewno zależy Ci na tym żeby jeździć mercedesem? Czy jesteś absolutnie pewna/pewny, że musisz poświęcać swoje pasje, żeby siedzieć w dobrze płatnej, ale znienawidzonej pracy? Znajdź odwagę żeby zajrzeć do swojego serca i poszukać tego kim TY jesteś i czego TY pragniesz. A jak już to znajdziesz, miej odwagę być sobą.
Akceptacja życia. Życie to chwile: wesołe, smutne, dramatyczne, ekstatyczne, leniwe, pracowite. To nadzieja, rozczarowanie, śmiech i płacz. To bycie razem i samotność, to narodziny i śmierć. To wszystko jest życie. A nam się wydaje, że bycie szczęśliwym polega na tym, że smutek, płacz, choroby i śmierć będą nas omijały szerokim łukiem. Nic z tego:-) Nie będą. Różnica pomiędzy człowiekiem szczęśliwym, a nieszczęśliwym polega na tym, że człowiek szczęśliwy przyjmuje to wszystko z otwartymi ramionami. Akceptuje fakt, że wszystko to jest częścią życia, a życie jest najpiękniejszym darem jaki otrzymaliśmy:-)
Autentyczność. Jestem szczęśliwa, bo jestem autentyczna. Kiedyś byłam jedynie zbiorem ról i oczekiwać otaczającego mnie świata. Obrastałam w te rzepy od dnia narodzin, aż po dzień kiedy się pod nimi ugięłam, bo swoim ciężarem przywaliły i niemal zamordowały autentycznego człowieka. Od dziecka jesteśmy uczeni kiedy się śmiać, kiedy nie płakać, co wypada, a czego nie. Potem już sami narzucamy sobie kolejne „muszę” i „nie mogę”. Muszę być silna i nie mogę płakać przy dzieciach, w pracy, przy mężu, przy rodzicach, przy znajomych…Gówno prawda! Jest ci smutno – płacz! Szlochaj głośno i namiętnie, smarkaj i wyj. Masz do tego prawo. A gdy pozwolisz sobie na to, by rozpacz przeszła przez każdą komórkę twojego ciała, straci swą moc i zniknie. Negatywne emocje, którym nie dajemy ujścia siedzą w nas niczym rak i niszczą nasze wnętrze. Jeszcze większy problem mamy z okazywaniem pozytywnych emocji. Boimy się powiedzieć: chcę, kocham, tęsknię, dziękuję – nawet najbliższym, bo co oni sobie o nas pomyślą, bo co jeśli wystawimy nasze miękkie „ja”, a ci najbliżsi wbiją nam sztylet obojętności, pogardy, kpiny? Na tym polega szczęście, żeby pozwolić się zranić. A co jeśli zamiast ciosu prosto w brzuch otrzymasz porcję miłości, wdzięczności, uśmiechu i ciepła? To właśnie jest szczęście. A jeśli będzie to cios…no cóż, zatka cię, zwiniesz się z bólu, ale przynajmniej będziesz wiedzieć, że ta osoba nie jest warta twojej miłości i bez wyrzutów sumienia pozwolisz jej odejść.
Wstydzimy się okazywać uczucia nieznajomym. Boimy się uściskać obcego człowieka, który uratował nam kota, bo to nie wypada. Mówimy więc grzecznie: – O, dziękuję bardzo! Jestem naprawdę wdzięczna – i wyciągamy banknot. Wiecie co? Ja rzuciłam się na szyję kobiecie z ochrony, która mojego kota uratowała. Nie powiem, wino też dostała, ale uściskałam ją z całych sił. Może i głupie, ale miałam to w dupie (nawet się rymuje:). Chce ci się śmiać, to się śmiej, chcesz komuś podziękować, dziękuj. Autentyczne i spontaniczne wyrażanie pozytywnych emocji wywołuje pozytywne emocje u otaczających nas osób! Naprawdę! Ja wysyłam smsa pani, która posprzątała mi mieszkanie dziękując za to, że było mi miło wrócić do wysprzątanego domu. Piszę do wykonawcy drzwi, że jest mi przykro, gdy nie dotrzymuje terminu, ale gdy te drzwi już są i pięknie wyglądają, to robię zdjęcie i wysyłam z podziękowaniem. To jest autentyczność i ta autentyczność sprawia, że jestem szczęśliwa.
Asertywność. To co piszę o akceptacji negatywnych aspektów życia może kojarzyć się ze zgodą, albo wręcz gloryfikacją męczeństwa. Nic bardziej mylnego! Negatywne emocje to sygnały, które nam coś mówią. Jeśli ktoś w twoim życiu wnosi więcej smutku, strachu i złości niż dobra, miłości i radości – wywal go. Wywal z życia, facebooka i komórki. Jeśli jakieś miejsce sprawia, że cierpnie ci skóra i czujesz mdłości – nie chodź tam. Jeśli ktoś lub coś powoduje, że czujesz się gorszym człowiekiem – won.
Wdzięczność. Kochamy narzekać. Takim już jesteśmy narodem narzekaczy. A ja jestem wdzięczna: za to że żyję, za moje dzieci, wszystkie, dokładnie takie jakie są (z zespołem Downa, hiperaktywne, dojrzewające), za to, że mogę pisać i za każdego człowieka, który to przeczyta, za smutek, który do szczęścia jest potrzebny, za radość; za zdrowie i chorobę, za dobro i zło, za słońce i deszcz, za śnieg, który spadł 1 grudnia, a płatki miały średnicę pięciozłotówki. Jestem wdzięczna za ciszę, muzykę i śmiech. Za szkoły i przedszkole, do których chodzą moje dzieci, za to co mam i kim jestem. Za miłość. Za wszystko dziękuję i choć nie zawsze biegam z uśmiechem na twarzy, jestem szczęśliwa:)''
Wam też życzę żebyście byli szczęśliwi, bez względu na wszystko:)
źródło: Agata Komorowska                                                                     agatakomorowska.pl

Comments

  1. to nie moj tekst, zrodło jest podane na dole ;-) jednak utożsamiam sie z tym w pełni

    ReplyDelete
  2. Piękne... Wzruszające i prawdziwe ...

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular Posts