Z cyklu ''Warto przeczytać"....

     

Carl Rogers, wybitny terapeuta humanistyczny, po setkach godzin spędzonych na sesjach z rozmaitymi klientami doszedł do wniosku, że każdy z nas, niezależnie od wieku, ma dwie podstawowe potrzeby psychiczne: uznania ze strony innych i szacunku do samego siebie. Stopień ich zaspokojenia określa nasz koloryt emocjonalny, sposób myślenia, podejmowane decyzje, działania i ich efektywność. Te dwie wrodzone potrzeby kształtują się bardzo wcześnie, na bazie komunikatów, jakie otrzymujemy od pierwszych chwil swojego życia i później, również w szkole. Z nich wywodzi się poczucie własnej wartości.


Czym skorupka za młodu

Rodzice Tosi nie mogli się nacieszyć jej przyjściem na świat. Jest ich kochanym maleństwem, kruszynką, skarbem. Rozjaśniają się, patrząc na nią, głaszczą, mówią o niej dużo i dobrze. Tosia od różnych osób słyszy, jaka jest śliczna, dobra i mądra. Szybko sama zaczyna tak o sobie mówić. Nawet kiedy w szkole okazuje się, że ma większe niż inne dziewczynki trudności ze stawianiem zgrabnych literek, nie zniechęca jej to. W domu słyszy, że są z niej dumni, bo tak wytrwale uczy się pisać. Nauczycielka chwali ją za pilność. A ona wie, że jeszcze jej to nie wychodzi, i ćwiczy dalej.
W domu Tomka rzadko się uśmiechają. Chłopiec często płacze, co jego mamę doprowadza do rozpaczy i wściekłości. Wtedy wciska mu smoczek i każe się zamknąć. Tomek dowiaduje się, że byłoby lepiej, gdyby się nigdy nie narodził, bo tylko z nim kłopot. Rzadko ktoś bierze go na ręce. O sobie słyszy tyle, że bachor, dzieciak, wrzaskun. A później, mimo że w nauce żadnych problemów nie ma, ciągle powtarza, że jest głupi i do niczego, i że nic nie wie. Mówi to tak przekonująco, że wiele osób naprawdę się nabiera.
Dzieci bardzo szybko orientują się, czy są akceptowane czy nie. Tak jakby były wyposażone w dodatkowy zmysł specjalnie nastawiony na odbiór akceptacji. Wychwytują najsubtelniejsze sygnały – słowa, ton głosu, gesty. Dzieje się to w większości na nieświadomym poziomie. Na podstawie tego, jak się do nich mówi, czy zaspokaja ich potrzeby, czy się podobają i czy spełniają oczekiwania, budują przekonania na własny temat. Przekonania te tworzą tzw. obraz siebie i samowiedzę. W sposób naturalny przychodzi dzieciom porównywanie tego, co o sobie wiedzą i myślą (jakie mają talenty, umiejętności, zalety, wady, ograniczenia i możliwości), z tym, co widzą u dorosłych i swych rówieśników, i co jest przez otoczenie nagradzane, a co dyskredytowane. Przez ten pryzmat zaczynają oceniać siebie, budując zręby samooceny.
Ważne w całym procesie jest też to, jak oceniane są przez innych, a szczególnie przez tzw. osoby znaczące, czyli te, które dziecko darzy zaufaniem i z których zdaniem się liczy. Do tego grona należą rodzice, dziadkowie, opiekunowie, z czasem rozszerza się ono na rodzeństwo, rówieśników i nauczycieli. Mechanizm ten wyjaśnia opisywana przez Daryla Bema, psychologa społecznego z Uniwersytetu Cornella, teoria lustrzanego odbicia. Zgodnie z nią samowiedzę budujemy w oparciu o to, jak interpretujemy reakcje innych ludzi w stosunku do własnej osoby. Samoocena kształtuje się więc dzięki wyobrażeniu o tym, jak nas spostrzegają inni, co o nas sądzą i jak oceniają.
A co jest przedmiotem tej oceny? Wygląd zewnętrzny, sprawność fizyczna, stan zdrowia, zdolności intelektualne, pozycja w grupie, zdolność do działania, jego styl i skuteczność. Ważnym elementem podlegającym oszacowaniu jest również to, jak dziecko radzi sobie w nowym środowisku – przedszkolu, a potem w szkole, która stawia przed nim wiele wyzwań – emocjonalnych, poznawczych i społecznych. Łatwiej będzie temu, które zostało całkowitą i bezwarunkową akceptacją zaimpregnowane w domu. Ale nawet w takim przypadku zderzenie z rzeczywistością może być bolesne, bo osiągnięcia szkolne szacuje się na bezdyskusyjnej skali, a rówieśnicy albo lubią, albo nie, co da się wyraźnie odczuć. Ostatecznie niska samoocena nie wynika z braku popularności, z brzydkiego wyglądu, słabych ocen w szkole czy niskiego statusu, ale z braku akceptacji dla nich. Dziecko musiało zobaczyć zimne spojrzenie i usłyszeć: „Jesteś za gruby! Nie mieścisz się już w żadne spodnie, które ci kupiłam”, „Nie popisałaś się, zrobiłaś w wypracowaniu najwięcej błędów ortograficznych z całej klasy”, „Nie ma z tobą o czym rozmawiać, nie masz tableta ani nawet marnej komórki. Słaby jesteś”.

Psychiczny system odpornościowy

Strumień komunikatów zasłyszanych w pierwszych latach życia kształtuje bazowe poczucie własnej wartości. Jak się czuję z tym, kim jestem? Co myślę na temat swojego prawa do istnienia i nieskrępowanego wyrażania siebie, swoich emocji, myśli i pragnień? Czy daję sobie prawo do szczęścia? Czy cenię siebie? Odpowiedzi na te pytania pozwalają wysondować poziom samouznania. Im pewniejsze „tak”, tym wyższe poczucie własnej wartości. Aby dobrze służyło, jest jednak ważne, by było nie tylko wysokie, ale również pewne, stabilne w czasie i adekwatne, czyli mające pokrycie w rzeczywistości. Wtedy można je określić mianem zdrowego.
Dzieci, w których wzbudzono wiarę, że są zdolne i wartościowe, rozwijają postawę „potrafię to zrobić”. W ten sposób radzą sobie z problemami i trudnościami w życiu. Pozytywny obraz siebie pomaga im w stawaniu się silnymi, troskliwymi, odpowiedzialnymi, zdolnymi do współczucia wobec innych. Świat wydaje im się pełen możliwości, ufają sobie i są otwarte na różne doświadczenia. Lepiej radzą sobie z lękiem i stresem. Krytykę ze strony innych potrafią odebrać z korzyścią dla siebie. Są wytrwałe w pokonywaniu przeszkód. Jako dorośli odnoszą sukcesy w pracy, tworzą dobre, trwałe związki, mają poczucie szczęścia.
Natomiast dzieciom, których nie nauczono, jak dostrzec własną wartość, które nie są pewne swoich umiejętności, trudniej się odprężyć i czerpać radość z życia. Wolą unikać ryzyka i wystawienia się na ocenę innych. Przeceniają swoje porażki, a nie doceniają sukcesów. To sprawia, że częściej doświadczają poczucia beznadziejności, krzywdy, winy i innych przykrych doznań, związanych z pretensją i żalem do siebie. Od takiego dziecka usłyszymy: „Jestem głupi, wstydzę się pokazywać ludziom, nigdy mi nic nie wychodzi, to moja wina, do niczego się nie nadaję”.
Niskie poczucie własnej wartości to, według Nathaniela Brandena, psychoterapeuty i autora publikacji na temat samouznania – bomba z opóźnionym zapłonem. Przyczyna poważnych objawów psychopatologicznych – z zaburzeniami emocjonalnymi i zachowania na czele, które prędzej czy później dadzą o sobie znać. Branden używa obrazowej metafory: samouznanie działa jak system immunologiczny psychiki, zapewniając prężność, siłę i zdolność regeneracji. Kiedy jest niskie i niestabilne, spada nasza odporność na trudności życiowe. Poddajemy się w obliczu przeciwności, z którymi ktoś o silnym poczuciu „ja” mógłby sobie poradzić. Pragniemy raczej uniknąć bólu, niż doświadczać radości. Można więc powiedzieć, że to, jaki mamy stosunek do siebie samych, jest papierkiem lakmusowym zdrowia psychicznego, zadowolenia z życia w domu, w szkole, w pracy i z innymi.

Jak wzmacniać

W badaniach psychologicznych konsekwentnie potwierdza się, że poczucie własnej wartości ma zasadnicze znaczenie dla jakości naszego życia – wpływa na rozwój psychiczny, uczenie się, radość ze związków i sukcesy w pracy. Wyposażenie dziecka w zdrowe poczucie własnej wartości jest najlepszym darem, który będzie procentować przez całe życie. Opracowania psychologiczne, jak Nathaniela Brandena „6 filarów poczucia własnej wartości” czy klasyk Stanleya Coopersmitha „The antecedents of self-esteem” (którego tytuł można by przetłumaczyć na „Korzenie poczucia własnej wartości”), wyraźnie podkreślają, że najlepszym jego źródłem są rodzice i opiekunowie, którzy sami cieszą się takim poczuciem i po prostu modelują je u swoich dzieci.
Wychowanie w atmosferze miłości, szacunku, z jasno wyznaczonymi rozsądnymi zasadami i oczekiwaniami, a także z wiarą w możliwości i uzdolnienia dziecka, jest, jak wynika z badań Coopersmitha, najważniejsze dla kształtowania samouznania. Autorytatywny styl rodzicielski, w którym jest miejsce na wyrażenie własnego zdania przez dziecko i jego udział w podejmowaniu decyzji dotyczących życia domowego, również temu sprzyja. Dzięki niemu staje się ono nie tylko przedmiotem oddziaływań wychowawczych, ale też podmiotem w interakcjach rodzinnych, co kształtuje poczucie własnej wartości. Kluczowa jest również pełna akceptacja dla dziecka (co niekoniecznie znaczy, że dla wszystkich jego zachowań). Wyłączanie z niej jakiegokolwiek aspektu (wolności dziecka, możliwości podejmowania przez nie decyzji, jego seksualności) będzie odebrane jako brak akceptacji lub akceptacja warunkowa. W jaki sposób akceptację okazać? Poprzez dawanie swoim zachowaniem do zrozumienia, że bez względu na to co zrobi, jak złą ocenę przyniesie, jakiego wyboru dokona, będzie zawsze kochane. Przez ofiarowanie czasu i pełnej uwagi, danie prawa wyboru, liczenie się ze zdaniem dziecka, koncentrowanie się na jego przeżyciach.
Zasadniczy problem polega jednak na tym, jak akceptując dziecko bezwarunkowo – przygotować je do życia w świecie, który nie będzie dawał mu piątek za to, że jest, ale za to, jakie jest i jak sobie radzi. Adele Faber i Elaine Mazlish, autorki bestsellerowych poradników z dziedziny psychologii wychowawczej, sugerują, by rodzice wyposażali swoje dzieci w umiejętności, które dadzą im poczucie wewnętrznej siły, i w ten sposób przyczynią się do kształtowania poczucia własnej wartości. Wymieniają wśród nich: zdolność do podejmowania decyzji i dokonywania wyborów, samodzielność, asertywność w wyrażaniu własnego zdania i obronie swych granic. Zachęcają do zawierania umów z dziećmi, bo to uzmysławia, że ich słowo coś znaczy, że można na nich polegać, że się w nie wierzy. Przestrzegają przed zadawaniem zbyt wielu pytań, gdyż te mogą być odebrane jako wyraz braku zaufania.
W toku nauki i kształcenia istotne jest rozpoznanie realnych zdolności i możliwości dziecka. Z jednej strony ważne, by stymulować ich rozwój i pełne wykorzystanie – bo te mocne strony są podstawą budowania poczucia własnej wartości. Osiąganie pozytywnych rezultatów na boisku, w domu czy w pracy szkolnej jest niezwykle wzmacniającym doświadczeniem. Nie można jednak poprzeczki ustawić zbyt wysoko, bo będzie to źródłem frustracji, poczucia niespełniania oczekiwań i negatywnego stosunku do siebie samego.
Warto też zachęcać dziecko do pracy nad słabościami i rozwijania tzw. zdolności kompensacyjnych, które mogą dać energię do pokonywania trudności. Wtedy może ono szczerze przyznać: „Mogę nie być najlepszą uczennicą w klasie, ale za to gram na gitarze lepiej od wszystkich”. Dawanie dziecku rzetelnej informacji zwrotnej na temat tego, co potrafi, a czego jeszcze nie umie, nie krytykując go przy tym ani nie chroniąc nadmiernie, jest niezwykle ważne dla kształtowania adekwatnej samooceny. Liczy się również wsparcie oraz słowa zachęty i uznania.
Czy chwalić? Tak, ale w miarę możliwości nie oceniając. Pochwała, zamiast wzmacniać poczucie własnej wartości, może powodować obawy („A co, jeśli następnym razem nie narysuję już tak ładnie?”) i zakłócić aktywność („Już drugi raz mi się nie uda. Teraz to dopiero się zestresowałem. Dam sobie spokój z tym rysowaniem”). Jak sprawić, żeby wyrazy uznania naprawdę służyły? Patrząc na efekt pracy dziecka, warto opisać z uznaniem, co widzi się i czuje („Widzę, że wykonałeś tu dużo pracy. Zabawki na półkach, czysty dywan, pościelone łóżko. Miło wejść do twojego pokoju”). Pod wpływem tak wydanej opinii dziecko samo wystawi sobie i nam ocenę. Oby jak najlepszą.
ps.Ode mnie tyle...
Dbajmy, kochajmy, szanujmy i starajmy się zrozumieć we wszystkim i zawsze!

Comments

  1. Bardzo mądry tekst:) daje wiele do myślenia

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular Posts