Z cyklu - warto przeczytać....

Ile warte są pieniądze – Poza ustaloną wartością nominalną? Honor? Wstyd? Godność? Młodość? A może zdrowie? Miłość? Prawdę?



Pewnie każdy z nas, nie jeden raz, zadawał sobie to pytanie, będąc w sytuacji, która je nasunęła, bądź będąc świadkiem życiowych zakrętów, gdzie taki dylemat dotyczący ich wartości. Napisano o tym za wiele, ale czy nie za mało się o tym myśli? Czy można coś zrobić, żeby zatrzymać pędzący świat uzależniony od pieniędzy. Co może spowodować, że ludzkość się zatrzyma? Przestanie się niszczyć i sprzedawać?
Na to pytanie odpowiedzi pewnie nie zna nikt, ale przerażająca jest rzeczywistość, w której się zapadamy. Niemal wszystkie decyzje związane są z posiadaniem, wyliczeniem, kalkulacją. Wielu się oburzy, nie zgodzi. No jasne. Każdy tupie i się nie zgadza, jednak jak brakuje na ratę kredytu – to spać po nocach nie można, przewracając się z Duchem beznadziei i bezradności – lewitującym po sypialni. Pewnie, że się nie zgadzamy, żeby materializm miał wpływ na emocje i wartości, tylko jak to zestawić z realiami, które tak pięknie sami poustawialiśmy?
Można mieć piękne idee, postawić na minimalizm i cieszyć się z bliskości i zrozumienia, jakie można dzielić z drugim człowiekiem. Zmienić zgubnych oczekiwań, obniżyć zachcianki i żyć od 1 do 1 na granicy ubóstwa, co staje się coraz częstsze w różnych środowiskach. Co jednak, jeśli pojawią się dzieci, którym trzeba pokazać możliwości i dobra tego świata? Nauczyć życia i wykształcić w sposób godny, żeby mogły samodzielnie poradzić sobie bez nas. Serce będzie nam pękać i złość przesłoni szczęście, jeśli mimo starań, nie będziemy w stanie sprostać standardom, które są normami. Szlag może trafić najspokojniejszych, kiedy dzięki uczciwej pracy mogą tylko popatrzeć na piękno i różnorodność planety i obserwować w tv nieosiągalne możliwości, które blokuje pieniądz. Mieć świadomość, że nigdy nie dotkniemy pewnych przyjemności, nawet, jeśli poświęcimy temu całe zaangażowanie i siły. Nasze dzieci w prasie, czy mediach ogłupiane są wizją frajerstwa z uczciwej pracy. W dostępnych stacjach bombarduje się młodych ludzi wizją łatwego bogactwa, pokrętnych interesów i szybkiego zysku, które otwierają bramy raju do wolności i rozrywek. Nie zamkniemy im oczu. Nie da się zablokować tych informacji…
Pieniądze rzecz nabyta. Najważniejsze jest to, kto, jaki jest i co czuje itd. Ideały są piękne i wzniosłe, ale co jeśli nie da się ich nabyć w sytuacji wyjątkowej i wymagającej natychmiastowej reakcji. Ideały spadają z hukiem, kiedy musimy się ratować przed kłopotami z prawem, czy w obliczu choroby własnej, oraz bliskich. W strachu przed utratą bezpieczeństwa, jakie każdy ma zakodowane indywidualnie, czy w przypadku zagrożenia zdrowia, a nawet życia – nie ma już twardzieli z pięknymi hasłami. Zapominamy o dotychczasowych wzorcach i osobistych przykazaniach i zaczynamy postępować dokładnie tak – jak się tego brzydziliśmy. Posuwamy się do rzeczy, które ostro krytykowaliśmy u innych – nie mogąc wcześniej pojąc głupoty, bezduszności, czy prostactwa patologicznych występków. Postępujemy tak jak Ci, którymi nigdy mieliśmy się nie stać, tylko nie podejrzewaliśmy, że staniemy przed wyborem, walki o byt i życie…
Łatwe gadanie bez pokrycia, sprawdza się, kiedy wszystko toczy się w miarę prawidłowo. Piękni jesteśmy w opowieściach o sobie, gdy płyniemy w poczuciu bezpieczeństwa i stabilizacji. Tracąc grunt pod nogami, zaczynami desperować i szybciej oddychać. Dusić się ze strachu. Inne odbicie patrzy w lustrze, kiedy oglądamy się za siebie, boimy o bliskich, walczymy o zdrowie, czy sprawiedliwość. Swoją sprawiedliwość… już nie koniecznie pokrywającą się z tą ogólnie przyjętą…
Wkurzająca jest postawa ludzi, którzy nigdy nie doświadczyli strachu przed dnem, czy utratą wszystkiego, ale krytykować potrafią. Przypisują sobie z łatwością inną kategorię, tylko z powodu dostatku, na jaki czasem kompletnie nie mieli wpływu. Oceniają występki zrozpaczonych desperatów, z poziomu zwycięzców i prawych obywateli, jakże nie znając siebie. Nie rozumiejąc na ile człowiek jest w stanie zakopać w sobie uczucia i wrażliwość … z desperacji i bezsilności…
Pamiętny w 1999 ,,Dług” Krzysztofa Krauzego – opowiada historię ludzi bezwzględnych i zawistnych, ale też bezradnych i zagubionych. W obliczu strachu i zagrożenia kłamiemy, oczerniamy innych, jesteśmy w stanie krzywdzić i ranić. Zapominamy o wszystkich normach. Przemieniamy się w tych, których myśleliśmy, że w nas nie ma. Jesteśmy identyczni jak Ci z innych kategorii, w których my mieliśmy się nie znaleźć.
Powiedzieć można wszystko, jednak żyjemy w świecie, gdzie za rzadko w sytuacji straty, czy biedy – ludzie szanują miłość i uczucia ponad stan posiadania. Tkwimy w realiach, gdzie bez pieniędzy nie ma zdrowia i ochrony, bo przykładów na to, że prawo stoi za układami i łapówkami – nie trzeba omawiać. Prowadzimy swoje życie podporządkowując je mamonie, która niszczy coraz bardziej ludzkie odruchy, więzi, czy relacje rodzinne. Oszukujemy się złudnie myśląc, że jesteśmy decydentami własnego życia i wyborów. Kłamiemy sami siebie, wyliczając, na jak wiele mamy wpływ. Zatapiamy w iluzji, drepcząc w szeregu, z jakiego nie ma ucieczki. Jest tylko dezercja, ale ona wiąże się z „walką z wiatrakami”, na jaką mało kto się porywa, mając świadomość pewnej przegranej.
Żyjemy więc dalej w świecie, gdzie ludzie dla pieniędzy okradają najbliższych, krzywdzą bezbronnych, znęcają się nad słabszymi, a my jak najdłużej się da, wmawiamy sobie, że to nas nie dotyczy i jesteśmy inni. My mamy domy, dzieci w dobrej szkole i planujemy wakacje na plaży, jednak, czy nie kosztem bliskości i zrozumienia, nad jakim nie ma czasu się zastanowić? Widzimy jak sprzedaje się młodość, jak handluje się honorem i zdrowiem. Jak wszystko zostało „ometkowane” bez względu na pozycję, inteligencję, wrażliwość i wiek. Za ile my się sprzedajemy, żeby stać się jednym z puzzli?
Staliśmy się narzędziem do gromadzenia fortun decydentów, gdzie ludzkie życie i zdrowie nie ma znaczenia. Nawet w obliczu kataklizmu i wojny wygrywa przelicznik zysku. W medycynie, sporcie, militariach, polityce, przemyśle – wygrywają cyfry. Czy na skórzanej sofie, nad która unosi się zapach cygara, czy w ruderze na podłodze – w krytycznych sytuacjach, przy ważeniu wartości, prawie zawsze szala przeważa na stronę liczb, a nie uczuć. Warto się czasem zastanowić, ile ja zrobię dla pieniędzy, kiedy stanę przed wyborami, gdzie wyjścia…; wyjścia… będą tylko złe…

Comments

Post a Comment

Popular Posts