Tuscany Trip...

Toskania to jak wiecie bardzo urokliwe miejsce. Każdy z nas zna te pocztówkowe zdjęcia wzgórz pokrytych winoroślą i gajami oliwnymi, cyprysy wyznaczające drogę do pięknych willi. Widok tych drzew od  zawsze budzi we mnie pozytywne emocje, mają jakiś ukryty czar i magię w sobie... może dlatego że są symbolem życia i pokoju. Od wieków stanowią przecież ogromną inspirację dla pisarzy, malarzy i poetów , nikt inny bowiem nie uchwyciłby lepiej widoku piękna tych majestatycznych krajobrazów z ich udziałem. Toskania to także miejsce pełne historii i zabytków i nie mówię tu tylko o najbardziej znanej Florencji czy Sienie. Tu każde miasteczko, nawet to najmniejsze, ma swój castello albo przynajmniej małe palazzo ;-). Pewnego dnia postanowiliśmy wybrać się w drogę po szlakach mniej znanych i uczęszczanych. To co odkryliśmy spowodowało, że kompletnie zakochaliśmy się zarówno w tym miejscu jak i ludziach tu mieszkających. 


Podróż zaczeliśmy od przepięknego Anghiari położonego w prowincji Arezzo. Tu czas zatrzymał się w miejscu...nikt za nikim i niczym nie goni... Jak wszystkie miasta regionu tak i te położone jest na wzgórzu i oczywiście posiada swój zamek oraz średniowieczne, charakterystyczne wysokie mury obronne. Najbardziej znane jest ono z bitwy, która rozegrała się tu w 1440 roku pomiędzy armiami Florencji i Mediolanu. W miasteczku znajduje się oczywiście muzeum poświęcone temu wydarzeniu. Nas jednak zachwyciło najbardziej coś innego... W samym centrum, na głównym placu znajduje się cudowna Enoteka serwująca wspaniałe wyroby lokalne. Ser pecorino serwowany z gruszką i miodem, salami i prosciutto i do tego boskie wino... wystarczyły aby zatrzymać nas tam na ponad dwie godziny. Przy okazji mała rada! Będąc w tej części Włoch szukajcie raczej małych, lokalnych knajpek. Unikajcie tych na głównych na placach wielkich miast. Niech Was nie odstraszy prosty wystrój wnętrza, 'tęższa' kucharka w  przybrudzonym fartuchu i cerata na stole. Tylko tak poznacie prawdziwy smak Włoch-Toskanii, sera pecorino wytwarzanego przez lokalnego pasterza i skosztujecie genialnego wina Chianti czy Brunello.
Z Anghiari już niedaleko do Caprese Michelangelo gdzie możecie zwiedzić dom, w którym urodził się jeden z największych artystów świata. Dla wszystkich miłośników Michała Anioła to dość surrealistyczne przeżycie. Stamtąd udaliśmy się do Cortony "zaliczając" po drodze Citerne i Monterchi. Każde z nich warte jest pewnie osobnego posta ale nie możemy opisywać wszystkiego, żebyście mogli doświadczyć tych przeżyć sami odwiedzając Toskanię.
Po drodze do któregoś z tych miasteczek zainteresował nas widok traktora (lol) wiązącego zawieszone na przyczepie olbrzymie liście. Postanowiliśmy zaczepić kierowcę i dowiedzieć się co nieco o tym co zawiera jego olbrzymia przyczepa. Mężczyzna okazał się być właścicielem firmy, która od pokoleń zajmuje się uprawą i produkcją tytoniu. Zabrał nas do pobliskich magazynów i suszalni gdzie dokładnie wytłumaczył proces całej produkcji. Przyznam szczerze, że odkryłam w sobie trochę tej polskiej mentalności i zaczęłam się już zastanawiać ile będziemy musieli zapłacić za ten extra obszerny tour ;-) Okazało, że ten przemiły, starszy człowiek zwyczajnie kocha to co robi i uwielbia się tym dzielić. Skądś to znamy...;-) Wizyta zakończyła się w jeszcze bardziej nieoczekiwanie bo Pan wraz z moim mężem udali się na pobliskie pole i przynieśli największego arbuza jakiego udało im się znaleźć. Z całą pewnością był największym jakiego w życiu widziałam ;-)

Poniżej mała fotorelacja ...























Dzięki uprzejmości właścicielki pracowni stolarskiej mogliśmy 'posmakować' zabaw i rozrywek serwowanych dzieciom w okresie średniowiecza 



















Comments

  1. Ciekawa relacja i ładne zdjęcia :)

    ReplyDelete
  2. Musicie napisać nam coś o Cortonie, Citernie i Monterchi - ładnie prosimy :-) Fajny road trip! Czy San Bonifacio było waszą bazą wypadową? Bo wydaje się być dosyć daleko Florencji i Sieny.

    ReplyDelete
  3. tak , podzielilismy urlop na dwie czesci kilka dni tam i kilka w Sansepolcro, codziennie jezdzilsmy gdzies... , srednio robilismy po 300 km dziennie w sumie wyszło ponad 2 tys ;-)

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular Posts