Buddha Bar London

Londyński Buddha Bar usytuowany jest niemalże na przeciwko domu handlowego Harrods, tuż obok znanego hotelu Bvlgari. Jedna z naszych ulubionych ''stacji'' kulinarnych i bardzo klimatyczne miejsce nawet za dnia. Wystrój stanowi połączenie sztuki nowoczesnej z przepychem dalekiego wschodu. Oczywiście głównym punktem lokalu jest posąg Buddy, tu wykonany z metalowej siatki, tworzącej przestrzenną rzeźbę. Całość posiada piękne oświetlenie, które niesamowicie potęguje relaksacyjny nastrój, nie wspominając już o dobrze znanej, słynnej już na całym chyba świecie muzyce. Do baru zawitałem około godziny 14 (zazwyczaj bywaliśmy wieczorami) i ku mojemu zdziwieniu był on niemalże pusty. Trudno tam dostać miejsce bez wcześniejszej rezerwacji więc jak wybieracie się wieczorową porą koniecznie zadzwońcie wcześniej. Postanowiłem skusić się na menu, które pokazuje możliwości kulinarne lokalu by dać Wam ich jak najlepszy zarys. Wybrałem jeden z ulubionych zestawów składający się z sześciu mini dań będących jakby przekrojem całej oferty. W skład zestawu wchodzą również dwa cocktaile, trzy desery i cudowna herbata, o której nieco później.
Pozytywnym zaskoczeniem są tam ceny. Taki zestaw kosztuje £28, co jak na popularna londyńską restaurację jest kwotą niewielką.
Na początku muszę powiedzieć, że w Buddha Bar nie uświadczycie kuchni hinduskiej bo często w Polsce nazwa ta utożsamiana jest z tym właśnie regionem. Powiedziałbym raczej, że menu to bardzo nowoczesna kuchnia azjatycka. Tradycyjne smaki podane w bardzo nowym stylu w nieco minimalistycznych kompozycjach. W przeciwieństwie do wielu innych restauracji gdzie niezależnie od tego co jemy, mięso czy rybę, wszystko smakuje podobnie, tu każde z testowanych dań ma swój zgoła odmienny smak za co chyba Buddha Bar jest ceniony najbardziej.
Na przystawkę podano New Style Sushimi oraz Mixed Dumplings with Chilli Ponzu. To pierwsze to kawałki łososia oraz tuńczyka przyprawione gingerem oraz japońskim yuzu. Szczerze przyznaje, że dawno nie jadłem tak pysznego sushimi (zdaje się, że to zdanie będzie się tu pojawiać bardzo często). Druga zaś przystawka to zestaw trzech różnych pierożków z nadzieniem z kaczki i foie gras, dorsza oraz krewetkami, łososiem i oregano - pycha. W tym czasie podano też pierwszy coctail, którym był wyciskany sok z zielonych jabłek z trawą cytrynową oraz yuzu (japoński sok). Polecam!
Przy okazji należy pochwalić też obsługę, dyskretna choć zawsze obecna, grzeczna choć nie wyniosła - po prostu taka jak być powinna! Nie ulega to zmianie nawet wtedy gdy lokal pęka w szwach.
Danie główne to zestaw kolejnych trzech dań, na które składały się dwa rodzaje ryby (jedna z nich przypomina paluszki rybne ale uwierzcie smakuje zgoła odmiennie) oraz wołowina z pikantnym miso i ogórkiem. Wszystko oczywiście pyszne (już o tym wspominałem?) ale wołowina zrobiła na mnie największe wrażenie. Jestem szalonym miłośnikiem tego mięsa a to było przyrządzone genialnie. Smak całości potęgował podany drugi coctail - pikantne Miso Virgin (kombinacja zupy miso, pomidorów, tabasco, sosu Worcestershire, sosu Shacha z solą i pieprzem).
Ta kulirna uczta i wprost niesamowite smaki zmusiły mnie do zamówienia jednego dania dodatkowo (jak zwykle ;-) Wybrałem coś co było specjalnością szefa a w karcie widniało pod nazwą Spicy Mango. Zgaduje, że była to olbrzymia (tygrysia), tajska krewetka zawinięta w swego rodzaju ciasto przypominające nieco makaron a wszystko doprawione pikatnym sosem z mango i wiecie co? Pycha :-) Najedzony a w zasadzie niemalże wypchany i całkowicie spełniony, jakby po kulinarnym 'orgaźmie' dostałem deser. Troszkę na siłę zacząłem próbować... Pierwsze cytrynowy krem brulee - ok, następnie ciasto czekoladowe ale z wyraźną nutą sezamu - doskonałe i w końcu ukochane Mochi. Powiem Wam jedno, dla samych Mochi warto tam zajrzeć! To gałka lodów zawinięta w... No właśnie w co?;-)... Trochę konsystencją przypomina mi to surowe ciasto ale nie podejmę się ryzyka zgadywania co to takiego jest, niech to będzie słodka tajemnica. Tak czy inaczej to chyba najwspanialszy deser jaki jadłem i także musicie go spróbować.
Na koniec tej uczty podawany jest dzbanek herbaty i tu polecam wybór tej zielonej o nazwie Mao Jian. Jest niezwykle delikatna, i niezwykle ożywcza a po takim obżarstwie była wspaniałym ukojeniem.
Tak więc jeżeli będziecie mieli okazję i lubicie kuchnię azjatycką to koniecznie spróbujcie dań w Buddha Bar. Dla nas to trzecie obok Zumy i Mango Tree w Harrods najlepsze miejsce z kuchnią azjatycką w Londynie.
Smacznego ;-)







145 Knightsbridge, London020 3667 5222
Monday12:00 pm – 12:00 am
Tuesday12:00 pm – 12:00 am
Wednesday12:00 pm – 12:00 am
Thursday12:00 pm – 12:00 am
Friday12:00 pm – 12:00 am
Saturday12:00 pm – 12:00 am
Sunday12:00–11:30 pm


Comments

  1. Koniecznie muszé sié tam wybrac. Bardzo dziékujé za ten posti proszé o wiécej. Zawsze warto sprawdzic takie miejsca, szczególnie jesli nas na nie stac. Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  2. Obśliniłam całą klawiaturę :) Wygląda to wszystko cudownie. Mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję spróbować. Dzięki! Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  3. Dobrze znac takie adresy! Mochi jeszcze nie probowalam, ale teraz musze!

    ReplyDelete
  4. świetny post, trochę mi ich brakowało więc mamy nadzieję że wrócą

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular Posts