Alaia...



Azzedine Alaia jest projektantem, który nigdy nie poddał się prawom obowiązującym obecnie w świecie mody.  Zaprezentował zaledwie kilka kolekcji, nie przejmuje się zupełnie zmianą sezonów i trendów w modzie i nigdy nie zapłacił nawet za jedną stronę reklamy w modowych magazynach. Karą za niepochlebne opinie o Annie Wintour stało się kompletne pominięcie go z amerykańskiego Vogue'a. Pomimo tego, że sukienki Alaii są średnio o 30% droższe niż sukienki innych luksusowych projektantów, świetnie się sprzedają. Do atelier projektanta w paryskiej dzielnicy Marais ściągają tłumy klientek. 
Alaia sprzedaje swoje ubrania tylko w tych luksusowych centrach handlowych, które mu odpowiadają i dostarcza je wtedy kiedy chce. Nie zna nawet jednego słowa po angielsku: "Jestem leniwy, jeśli chodzi o naukę języków. Ludzie mówią do mnie po angielsku, a ja odpowiadam po francusku. Kiedy spotykam się z moją znajomą Stephanie Seymour, domyślam się, że rozmawia o sztuce, bo się tym pasjonuje. Odpowiadam po francusku, kiwam głową, gestykuluję i jakoś udaje mi się porozumieć ze swoimi znajomymi".
Alaia odmówił przyjęcia prestiżowego francuskiego medalu Legion d'Honneur, nie przyjął również oferty pracy dla domu mody Dior po odejściu Galliano. Jak na ironię, kiedy młody Alaia wyemigrował do Francji z Tunezji w 1957 roku, zaczął pracować dla Diora i wyrzucono go stamtąd po 5 dniach. Projektant rzadko pokazuje się publicznie.


W grudniu 2011 roku otwarta została w Holandii, w Muzeum Groninger wystawa zatytułowana "Azzedine Alaia w 21 wieku". Skomentowała ją wspaniale dziennikarka Financial Times- Vanessa Friedman. Napisała, że podejście Alai do mody (w sensie robienia wyłącznie ubrań i akcesoriów skórzanych) jest czymś niezwykłym, biorąc pod uwagę widoczny obecnie pęd wielkich domów mody za zwiększeniem dochodów, tworzenie tańszych kolekcji, fakt, że nazwiska projektantów pojawiają się obecnie na wszystkim, począwszy od ubrań, skończywszy na dżinsach, zastawie stołowej itp.



Azzedine Alaia never bowed to pressure from the fashion world. He has shown very few collections, totally dismisses the fashion seasons and has never bought even one page of advertising. "The King of the sculpted silhouette" is ousted from the pages of American Vogue due to some negative remarks he made about Anna Wintour. Despite the fact that the prices of his dresses are usually about 30% higher than other top designers, there is no shortage of clients, willing to spend thousands of dollars on his body-hugging dresses. International socialites and other wealthy ladies flock to Alaia atelier in the Marais district of Paris and snap up his gorgeous garments.
Alaia only sells to stores he likes and delivers his clothes when he wants. He doesn't speak one word of English: "I am lazy about languages (...) People speak to me in English and I answer in French. When I see my friend Stephanie Seymour, I can guess she's probably speaking about art because it's something she's passionate about. I answer in my own way, in French. I nod. I make gestures. We understand each other. Instinctively, I always manage to understand my friends".
Alaia refused prestigious French Legion d'Honneur medal and refused Dior's offer to become a head designer for the brand after Galliano's ousting. Ironically, when young Alaia moved to France from Tunisia in 1957, he started working for Dior and was fired after only 5 days.
Designer totally removed himself from the spotlight of fashion shows and makes no public appearances.
In December of 2011, Alaia exhibition (called "Azzedine Alaia in the 21st Century") opened at the Groninger Museum in the Netherlands. Vanessa Friedman wrote about the exhibition and Alaia's approach to fashion in Financial Times: "Though it covers only the past 10 years, it is an effective rebuttal of the idea, beloved of today's global brands, that you need to continually and dramatically change your offering to keep customers engaged. This argument, upon which most of the modern runway industry is built, is based largely on fear: that doing the same thing over and over will lead to consumer boredom (forget that people keep bemoaning the lack of consistency), that it will fray loyalties and thwart growth. And yet here is a decade of work that does not include aesthetic whiplash, sneakers, homewares, jewellery, denim, a second line or any of today's myriad and ubiquitous brand extensions. Instead, there are just dresses and coats and skirts and shirts (and a shoe or two) all in the same minutely-considered vein".

Ewa Bytomska

Comments

Popular Posts