Mari Vanna



Kolejny punkt naszych podróży kulinarnych zaliczony! Kiedy trafiliśmy do Mari Vanny po raz pierwszy jesienią ubiegłego roku, strasznie żałowałam, że nie zabrałam ze sobą aparatu i już wtedy nie pokazałam Wam tego magicznego miejsca. Musiałam wrócić i podzielić się tym wszystkim co możemy tam zasmakować nie tylko podniebieniem ale i oczami ;-).Mari Vanna na Knightsbridge jest jednym z oddziałów międzynarodowej sieci rosyjskiej, podobnie jak ta z siedzibą w St. Petersburg czy Nowym Jorku gości przeważnie zamożnych Rosjan którzy tęsknią za smakiem Matki Rosji. Restauracja została nazwana na cześć mitycznej 'Babushka',która wg. legendy witała gości obfitym obiadem serwowanym na wspaniałej porcelanie. Bardzo eklektyczne wnętrze wyposażone jest we wszystko, z czym może kojarzyć nam się Rosja !od matrioszek, ręcznie haftowanych obrusów i szydełkowanych serwet, pięknej porcelany czy rosyjskich książek. Za barem zamiast wyboru alkoholi stoją olbrzymie słoje z domowym kompotem a liczne kredensy zawierają olbrzymią ilość przetworów i pikli. Wnętrza kipią bogactwem i niemal ocierają się o kicz, jednak wszystko tu ze sobą współgra tworząc niepowtarzalny, ciepły klimat. W menu nie znajdziecie bardzo wykwintnych dań a zamiast tego swojsko brzmiące nazwy jak ''borsch, pirogi czy golubtzi'' czyli nasze pospolite gołąbki ;-)Kuchnia jest bardzo tradycyjna ale w najlepszym tego słowa znaczeniu. Na sam początek otrzymujemy deskę z wyborem różnego rodzaju gatunków chlebka wraz ze smalcem i świeżymi warzywami. Ma to na celu zaspokoić nasz apetyt do momentu podania pierwszej, zamówionej przystawki.
My skusiliśmy się na ''Russian Olivier salad with Doktorskaya cooked sausage'' klasyczna warzywna sałatka z majonezem wzbogadzona o kiełbaskę. Ukraiński czerwony barszcz serwowany z pampushką i kremem śmietanowym. Na główne danie wybraliśmy gulubtzi(nasze gołąbki)z ziemniaczkami oraz grilowanego okonia w towarzystwie karczochów i sałatką z pomidorków cherry. Wyśmienicie soczysty i pyszny!Rosyjska obsługa jest bardzo miła i świetnie rozmawia po angielsku ;-). Na koniec serdecznie polecam (i proszę się nie smiać ;-)) wizytę w toalecie i tylko po to aby zobaczyć jak ze smakiem i bardzo ciekawie można urządzić takie miejsce ;-)))) Dbałość o szczegóły jest niebywała, dzięki temu choć na chwilę możemy przenieść się do Matuszki Rasyji































Comments

  1. Fantastyczne miejsce!!! Zdjęcia przepiękne! Jedzonko wydaje się takie pysznie domowe :-)

    ReplyDelete
  2. dziękuje, tak jest pyszne i bardzo zblizone do naszej polskiej kuchni ;-)

    ReplyDelete
  3. cudownie, klimatyczne...chce tam iść;-)

    ReplyDelete
  4. Wow! co z klimat! i ile drobiazgów :) W tym przypadku tez przepych jest uroczy :)

    ReplyDelete
  5. wow... zainspirowało mnie... teraz zabieram się za szperanie w starych zdjęciach, kolekcjonowanie ramek... Mam do urządzenia stary młyn... czuję siłę i chęć działania! Dzięki Magda!;)

    ReplyDelete
  6. Wygląda spektakularnie... i niesamowicie zachęcająco, inspirująco, po prostu bajecznie!

    ReplyDelete
  7. Ester nie ma za co! ciesze sie ze sie przydało !

    ReplyDelete
  8. Uwielbiam restauracje w takich klimatach na pewno sie z mężem tam wybierzemy zdjecia bardzo mnie zachecily i jeszcze jak jedzonko pyszne to mus :) w Paryżu wigilię mieliśmy w restauracji o podobnym wystroju ale w cygańskim klimacie , stare skrzypce w kącie na ścianach obrazy w starych złotych ramach , zastawa typowo babcina i świece niesamowicie ciepły i przytulny klimat :)

    ReplyDelete
  9. Ładnie, naprawdę. Ten piec kaflowy fantastyczny. Zupełnie jak u Magdy Gesler tylko jedzenie o klase wyżej z tego co mówisz. Bo u Geslerowej liczy sie tylko wystrój :(

    ReplyDelete
  10. omg, na tym zdjęciu, Dominik to Twoja wierna kopia! Wcześniej widziałam większe podobieństwo do taty, ale tutaj zdecydowanie do Ciebie! :)

    ReplyDelete
  11. Na pewno sie tam wybiore, wyglada rewelacyjnie :-)

    ReplyDelete
  12. Kocham Rosję, jej kuchnię i przepych!

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular Posts