Hermes vs LVMH - part II

Zakończyłam pierwszą część artykułu stwierdzeniem, że LVMH zakupił prawo do kupienia w przyszłości akcji Hermesa po ustalonej cenie. Warto jednak przypomnieć, że pierwotny swap akcyjny dotyczył tylko przepływów pieniężnych (pomiędzy LVMH i bankami) opartych na instrumencie bazowym (akcjach Hermesa), a dopiero modyfikacja tej umowy wspomina o możliwości zakupu akcji Hermesa. Była to więc od samego początku bardzo dobrze zaplanowana i przygotowana strategia. Ogólnie rzecz biorąc swapy (nie tylko akcyjne) są atrakcyjnymi dla inwestorów instrumentami finansowymi ze względu na swoją elastyczność i możliwość dostosowania warunków umowy do indywidualnych potrzeb obu stron. Poza tym nie wiążą się z restrykcyjnymi uregulowaniami prawnymi typowymi dla transakcji czysto giełdowych, dotyczących instrumentów bazowych. W odpowiedzi na złożony niedawno przez Hermesa pozew (dotyczący m.in oskarżeń o manipulacje cenami akcji oraz wykorzystanie poufnych informacji ("insider trading"), Bernard Arnault przypomniał, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem, więc niczego się nie obawia. I chociaż w kwestii kulturowej walki pomiędzy Hermesem i LVMH, jestem po stronie pierwszego koncernu, trudno mi się w tej sytuacji nie zgodzić z Bernardem Arnault.



Regulacje dotyczące instrumentów pochodnych nie są zarówno w USA, jak i we Francji zbyt rygorystyczne. Nawet gdyby ewentualnie doszło do modyfikacji ustaw legislacyjnych (nie wiem, jaką wagę przywiązuje się do tych zagadnień we francuskim parlamencie, ale w USA mówi się o tym coraz częściej), dotyczących poruszanych kwestii, nie będzie można ich zastosować retroaktywnie do podpisanych kilka lat temu umów (Lex retro non agit). Posunięcia Arnault można z pewnością skrytykować jako nieetyczne, ale bardzo trudno będzie je uznać za nielegalne. Podejrzewam, że prawnicy Hermesa mogą wysunąć argument o "nieczystych" zamierzeniach ("intent") prezesa LVMH (myślę, że taki argument z pewnością pojawiłby się, gdyby sprawa toczyła się w sądzie amerykańskim), ale czy zostanie on przytoczony przez francuskich prawników i zinterpretowany przez tamtejszy sąd, dowiemy się dopiero za jakiś czas. Nie czytałam treści pozwu, ani odpowiedzi na pozew wystosowanej przez LVMH (podejrzewam, że nie został podany do publicznej widomości), ale w oparciu o wszelkie dane, dotyczące omawianej kwestii, spodziewam się, że prawnicy LVMH mogą wysunąć następujący argument: Rok 2008 (czyli rok, w którym zdecydowano się na pierwszy swap akcyjny) był okresem bardzo poważnej ogólnoświatowej recesji. LVMH jako olbrzymi koncern nie mógł zaprzestać inwestycji w związku ze złą sytuacją na rynku, należało jednak bardzo ostrożnie się na nie decydować. Przedstawiciele największego światowego koncernu dóbr luksusowych najlepiej orientowali się we wszystkim, co miało związek z branżą luksusową, więc zamiast inwestować w jakąkolwiek inną branżę, czy instrumenty finansowe o charakterze mocno spekulacyjnym, zdecydowali się na inwestycję w inny koncern dóbr luksusowych o bardzo stabilnej pozycji. Uznali, że jest to najpewniejsza inwestycja, na jaką mogli się zdecydować w okresie recesji.
Ewa Bytomska



Comments

Popular Posts