Graff



Kilka miesięcy temu pojawiła się w prasie informacja, że jedna z najbardziej ekskluzywnych firm biżuteryjnych Graff planuje (8 czerwca) wejście na giełdę w Hong-Kongu. Byłaby to już kolejna firma europejska, która w ostatnim czasie zdecydowała się na IPO w Hong-Kongu (poprzednimi była m.in. włoska Prada i francuska L'Occitane). Ponieważ proces wejścia firmy na giełdę i wszystko to, co się z tym wiąże jest dziedziną, która mnie bardzo interesuje, natychmiast zaczęłam się zastanawiać nad tym, jak wypadnie IPO brytyjskiego Graff. Firma założona została w Londynie w latach 60'tych przez Laurence'a Graffa i specjalizuje się w kamieniach szlachetnych o najwyższej jakości. Podczas gdy wiele firm biżuteryjnych kupuje diamenty od pośredników, Graff jest współwłaścicielem firmy Safolico, która jako jedna z nielicznych ma prawo do kupowania surowych kamieni szlachetnych od De Beers po bardzo korzystnych cenach hurtowych. W jednej ze swoich wypowiedzi Graff przyznał, że przeciętny klient wydaje około 400 tys $. 

Akcje spółki były już kiedyś dostępne na londyńskiej giełdzie (debiut giełdowy miał miejsce w 1973 roku), jednak prezes Laurence nie był zachwycony koniecznością współpracy z radą nadzorczą i udziałowcami i ostatecznie 5 lat później Graff znowu stał się firmą prywatną. Tym razem jednak ze względu na chęć zdobycia funduszy, które mogłyby być przeznaczone na rozwój marki (m.in na otwarcie nowych sklepów w Azji) Laurence Graff podjął decyzję o giełdowym debiucie. Byłam niezmiernie ciekawa, jakie będą konsekwencje tego IPO, zwłaszcza, że akcje spółki zostały wycenione dość wysoko w porównaniu z wartością firmy i jej obrotami (w oparciu o cenę, za jaką planowano sprzedać akcje, kapitalizacja rynkowa spółki wyniosłaby pomiędzy trzema, a czterema miliardami dolarów). Tak, jak wspomniałam powyżej, Graff jest jedną z najbardziej ekskluzywnych firm biżuteryjnych, która ma na swoim koncie sprzedaż najdroższych i najrzadziej spotykanych kamieni szlachetnych na świecie, takich, jak np. niebieski diament Wittelsbach, żółty 118-karatowy szmaragd Delaire Sunrise, czy piętnasty największy na świecie diament Lesotho Promise. Dwa lata temu Laurence Graff zakupił na aukcji najdroższy kamień szlachetny świata- 24-karatowy różowy diament, za cenę 46 mln $. W ubiegłym roku jeden z klientów marki wydał przy okazji jednorazowych zakupów 100 mln $. Graff sprzedaje swoją biżuterię arabskim szejkom, sułtanowi Brunei i innym niezwykle zamożnym osobom. Zaledwie 20 najlepszych klientów jest odpowiedzialnych za 40% dochodów firmy. Stąd też określenie "the diamond jeweler to the 0.1 percent of the 1 percent". Większość diamentów Graff posiada wygrawerowany laserem i niewidoczny gołym okiem unikatowy numer.
Jak więc wypadło IPO? Cóż, w ostateczności w ogóle do niego nie doszło. Okazało się bowiem, że w związku z niezbyt korzystną sytuacją na rynkach azjatyckich, potencjalni inwestorzy giełdowi gotowi byli wydać na akcje Graff około pół miliarda dolarów, czyli tylko połowę kwoty, którą planowała zdobyć firma. Jeden z analityków giełdowych skomentował to w następujący sposób: "It's not that the companies that are pulling their IPOs are of  bad quality; institutional investors just have limited appetite for new offerings and don't want to add new names to their portfolios and take on too much risk at the moment".

Ewa Bytomska

Comments

  1. Pani Ewo , uwielbiam Pani artykuły ! Bardzo ciekawie zredagowane.Pozdrawiam ! :-)

    ReplyDelete
  2. Marka ekskluzywna, to prawda. Ale nie pociąga mnie ta biżuteria, nie ma w niej nic wyjątkowego, nic personalnego... mimo tego, że jest drogocenna i wzorowana na klasycznych projektach. Może tu stwierdzenie "nie wszystko złoto, co się świeci" nabiera innego, nieco przekornego znaczenia?
    To tak okołotematycznie.

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular Posts