Dries van Noten

Marka Dries van Noten kojarzy mi się ze szwajcarską Akris. Oba domy mody są w rękach prywatnych (założyciela- w przypadku pierwszej, potomków założyciela w przypadku drugiej). Zarówno Dries van Noten, jak i Albert Kriemler czują się najlepiej z dala od zgiełku wielkich metropolii, stolic mody- van Noten w belgijskiej Antwerpii, Kriemler w St. Gallen. Zarówno jeden, jak i drugi projektant pojawia się w Paryżu czy Nowym Jorku tylko wówczas, kiedy jest to rzeczywiście konieczne. I zarówno jeden, jak i drugi odnajduje w swoim miejscu zamieszkania mnóstwo inspiracji. 


Wspominałam już kilkakrotnie o tym, że w dobie globalizacji, wielkich koncernów luksusowych, wykupujących poszczególne marki, coraz rzadziej można spotkać dom mody, znajdujący się w rękach prywatnych. Dries van Noten wspomina o tym w jednej ze swoich wypowiedzi, odnosząc się do późnych lat 90'tych-okresu, kiedy agresywną ekspansję koncernów typu LVMH, czy PPR odczuł na własnej skórze: "Our shoe manufacturer group was bought by Armani, our heel manufacturer group was taken over by the Gucci Group and our last manufacturer was taken over by the Prada group. Of course, when those people buy those companies, you are not the first served. We thought: "Do we still have a future if we don't join a group?" (...) We lost all our German clients in one season. They were told by the big groups, 'If you buy this line you must buy this other line-it's the whole package or nothing'. And our customers told us, 'Sorry, we don't have the budget for all of it', and kicked us out". Projektant rozważał więc możliwość sprzedaży swojej marki, przerażała go jednak możliwość ewentualnej utraty kontroli i autonomii- zwłaszcza, że podobne sytuacje miały już miejsce np. w przypadku Jil Sander. Kiedy niemiecka założycielka marki zdecydowała się sprzedać większość udziałów w swojej firmie Pradzie, okazało się, że zupełnie nie są w stanie dojść do porozumienia z mężem Miucci Prady- Bertellim i w ostateczności projektantka odeszła z założonego przez siebie domu mody. Van Noten uznał więc, że pragnienie niezależności jest ważniejsze niż chęć zdobycia kapitału i postanowił rozwijać swój dom mody powoli, w swoim własnym tempie. Jako firma prywatna, nie ma ona obowiązku publikowania swoich raportów finansowych, szacuje się jednak, że obroty Dries van Noten za rok ubiegły wynosiły około 70 mln dolarów. Jest to więc całkiem pokaźna kwota, choć oczywiście sporo mniejsza niż np. obroty omawianego niedawno Dolce&Gabbana. Dries van Noten jest nie tylko właścicielem swojego domu mody, lecz również dyrektorem kreatywnym. Przygotowuje tylko cztery kolekcje rocznie: wiosenno-letnią i zimowo-jesienną-damską i męską. Pomimo nacisków ze strony domów handlowych, typu Barneys New York, van Noten nie projektuje żadnych tzw. pre-kolekcji, nie zdecydował się również na sprzedaż licencji na produkcję perfum, czy oprawek do okularów. "Personally, I think there is too much fashion in the world. Now you can go on style.com or blogs and there is always another collection launch, cruise, resort, accessories, and on and on and that's a pity. For me, it's an overdose".  Sprzedaż akcesoriów to zaledwie parę procent obrotów marki, zdecydowana większość to kolekcje "ready-to-wear".

Ewa Bytomska

Comments

  1. Fajnie ze sam prowadzi i zarządza domem mody, do tego bardzo normalne podejście do niej. Ma rację mody jest aż za dużo obecnie. Tych kolekcji jest aż za dużo.

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular Posts