Prada (part II)


Jak wspomniałam w poprzedniej części artykułu, powodów, dla których Patrizio Bertelli i Miuccia Prada wybrali giełdę w Hong-Kongu, a nie np. w Nowym Jorku, było z pewnoscią kilka. Nie chciałabym minimalizować wymagań, stawianych spółkom przez giełdę hong-kondzką (gdzie zgodę na IPO musi wyrazić nie tylko sama giełda, ale również Komisja Papierów Wartościowych- Securities and Futures Commision (SFC), ale wejście na giełdę nowojorską jest bezdyskusyjnie jednym z najbardziej skomplikowanych procesów; przede wszystkim bardzo kosztownym i związanym z mnóstwem biurokratycznych procedur. 

W związku z kilkoma poważnymi skandalami natury finansowej, do których doszło na początku lat dwutysięcznych (Enron, Worldcom, Tyco), Kongres amerykański zdecydował się na wprowadzenie nowej ustawy federalnej Sarbanes-Oxley, której celem była przede wszystkim większa kontrola nad tym, co dzieje się w spółkach giełdowych. Konsekwencją tego były również zaostrzone wymagania względem wszystkich firm, planujących IPO. Podejrzewam więc, że między innymi ze względu na to, aby uniknąć olbrzymiej ingerencji amerykańskich instytucji, która byłaby nieunikniona w przypadku giełdy nowojorskiej, właściciele Prady zdecydowali się na swój debiut w Hong-Kongu. Jaki był wynik tej decyzji? Zanim przeanalizuję szczegóły tego, co wydarzyło się w Azji w czerwcu ubiegłego roku, chciałabym przypomnieć, że funkcjonowanie giełdy można porównać do bardzo skomplikowanego i wrażliwego "organizmu"( i mam tu na myśli wyłącznie aspekty ekonomiczne, ale na dodatek może przecież dojść np. do problemów czysto technicznych, jak w przypadku elektronicznej giełdy z Kanzasu BATS, które uniemożliwiły IPO kilka tygodni temu). Istnieje bowiem całe mnóstwo czynników, ktore decydują o tym, jak giełda funkcjonuje i jakie są konsekwencje danego IPO. Bertelli liczył na zdobycie kapitału w granicach 2.1- 2.6 miliardów USD. I o tym właśnie, jaka była to kwota, zadecydowały prawa rynku. Bertelliemu udało się zdobyć zaledwie kwotę minimalną, o którą zabiegał (czyli 2.1 mlr USD), a powodów, dla których tak się stało, było wiele. "Przecież zapotrzebowanie na dobra luksusowe w Azji jest bardzo wysokie, dlaczego więc debiut Prady wypadł dość słabo?"- zadano mi kiedyś takie pytanie. Otóż dlatego, że konsumeci i inwestorzy to kompletnie dwie różne grupy. Konsumenci dóbr luksusowych często zrobią wszystko i wydadzą każde pieniądze, aby zdobyć jakiś produkt, ale inwestorzy patrzą na daną firmę w zupełnie inny sposób: czy jest to dobry moment na zakup konkretnych akcji, czy ich cena nie jest zawyżona lub nie fluktuuje zbyt drastycznie, jakie będą konsekwencje podatkowe, czy jest to ogólnie rzecz biorąc dogodny klimat na inwestowanie w akcje, a nie np. obligacje itp. O skromnym debiucie Prady w Hong-Kongu zadecydowały więc takie kwestie, jak kryzys w Grecji, odbywający się w tym samym okresie debiut na giełdzie mediolańskiej innej włoskiej firmy dóbr luksusowych- Salvatore Ferragamo, obciążenia podatkowe narzucone przez włoskie prawo, a nawet kiepski debiut Samsonite również w Hong-Kongu. Fakt, że hong-kondzkie IPO przyniosło Pradzie "zaledwie" 2.1 mlr USD nie oznacza wcale, że była to zła decyzja. Dochody Prady wzrosły aż o 72%, obroty wyniosły 2.6 mlr Euro (czyli prawie tyle samo, co obroty Hermesa), a akcje frmy od czerwca ubiegłego roku wzrosły o 40%. Sprzedaż produktów Prady w Azji (nie wliczając Japonii) wzrosła o 42%, a 18 spośród 75 nowych sklepów, zostało otwartych w Azji.
I na zakończenie przypomina mi się sytuacja sprzed kilku lat, dotycząca prezesa Prady- Bertelliego. Rok 2008 był okresem bardzo poważnego kryzysu gospodarczego. Upadł Lehman Brothers, świetnie prosperujący bank inwesrtycyjny Merrill Lynch został zmuszony do przejęcia przez Bank of America, omal nie zbankrutowała największa w USA firma ubezpieczeniowa AIG, a rząd amerykański musiał przeznaczyć setki milardów $ na pomoc amerykańskiej gospodarce. Sprzedaż dóbr luksusowych spadła tak drastycznie, że przerażeni prezesi domów handlowych, sprzedających dobra luksusowe (Neiman Marcus, Saks Fifth Avenue), aby skłonic klientów do zakupów, obniżyli ceny towarów nawet do 70%. Kiedy jakiś czas później Bertelli spotkał się z prezesem Neiman Marcus, ze złością go za to "zbeształ".

Ewa Bytomska

Comments

  1. Nigdy do końca nie czaiłam o co chodzi na giełdzie, czym się kieruję, jak to wszystko wygląda, wiem tyle że jest to faktycznie "czuły organizm", ale moje dalsze wgłębianie się w ten temat byłoby niekonstruktywne :)

    Cóż, wcale się nie dziwię że go za to zrugał, bo takim zmniejszeniem kosztów pokazał, że można naginać jakieś zasady i towar luksusowy, przestaję nim być.

    ReplyDelete
  2. Racja, rynek rządzi się swoimi prawami i niestety światowa sytuacja gospodarcza ma praktycznie największe znaczenie, w szcególności przy debiutach giełdowych. Niemniej jednak, z tego co piszesz Ewa, Prada zwiększyła dochód aż o 72%, a akcje wzrosły od czerwca 2011 r. o 40%. Dla mnie to wynik imponujący.

    ReplyDelete
  3. A odnośnie kryzysu z 2008 r., to obniżki dóbr luksusowych aż do 70% mogą rodzić pytanie, jaki jest koszt wyprodukowania poszczególnych rzeczy i nakładanych marż, gdzie firmom opłaca się zejść z ceny tak nisko. Czy przypadkiem wszyscy nie przepłacamy za te cuda? Rozumiem ręcznie wykonywane buty, torby, suknie czy żakiety, ale w pozostałym zakresie?

    ReplyDelete
  4. Podobnie jak większość firm z branzy luksusowej Prada ma sie dobrze a sama Miuccia jest jedyna kobieta w pierwszej 10 najbogatszych ludzi Wloch. z fortuna wyceniana na 6,8 miliarda dolarów. Wspomniany tu jej maz tez do biednych nie nalezy choc posiada o 3 miliardy mniej od zony ;-)

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular Posts