Tiffany

Kilka dni temu przeczytałam informację, że Tiffany wypuszcza na rynek nową kolekcję biżuterii Rubedo, gdzie oprócz złota i srebra, wykorzystana zostanie miedź, a ceny bedą kształtować się pomiędzy 200, a 8000$. Biorąc pod uwagę niską cenę miedzi, jest to próba przyciągniecia szerokiej grupy klientów, którym zależy na zdobyciu drobiazgu w niebieskim pudełeczku, nie wydając przy tym na niego fortuny. Większość biżuterii z kolekcji Rubedo znajdzie się w sklepach już w tym miesiącu.
Pamiętam, że w kilku programach telewizyjnych w styczniu bieżącego roku, dyskutowano na temat Tiffany, a konkretnie o tym, iż sprzedaż w okresie świątecznym nie była tak wysoka, jak się tego spodziewano (przewidywano, iż wzrośnie o 11%, a wzrosła zaledwie o 7%; częściowo było to spowodowane tym, iż biżuteria w wyższym przedziale cenowym nie sprzedawała się zbyt dobrze) . Nie byłam tym zbytnio zaskoczona, wiedząc, iż ceny diamentów, złota, czy srebra poszły w górę, co wiazało się z podwyżką cen w sklepach Tiffany. Poza tym Tiffany jest marką super-luksusową, więc klienci nie mają raczej szans na trafienie na obniżkę cen, czy promocję. W związku z tym, uważa się, iż przedstawiciele klasy średniej, tzw. klienci "aspirujący" mogli zdecydować się na wydanie swoich pieniędzy na biżuterię sprzedawaną przez np. Macy's, czy Bloomingdales, gdzie łatwiej znaleźć pierścionek za 1tys $ niż w Tiffany.



Zajrzałam do Thomson Reuters, żeby przyjrzeć się wykresom, pokazującym kształtowanie się poziomu akcji na przestrzeni kilku ostatnich lat. Rzuciło mi się w oczy, że ceny akcji Tiffany poszły znacznie w górę w 2010 po wykupieniu przez firmę swoich własnych akcji o wartości 81 mln $. Całkiem naturalna konsekwencja takiego posunięcia. Firmy często decydują się na taki krok właśnie po to, aby podnieść wartość swoich akcji lub po prostu zasygnalizować silną pozycję na rynku (przypomina mi się komentarz jednego z moich znajomych, który kieruje nowojorskim hedge fund i narzeka czasem, że firmy ciągle to robią, a wcale nie są to właściwe powody, dla których powinny to robić. Chodzi o to, iż firmy mogą inwestować w siebie nie tylko poprzez wykupywanie swoich akcji, a akcjonariusze mogą być usatysfakcjonowani nie tylko wzrostem cen akcji, ale też wzrostem dywidend). Akcje Tiffany kształtują się obecnie na poziomie sześćdziesięciu kilku $ i chociaż jest to cena wyższa niż ta, po której firma wykupiła swoje akcje jakiś czas temu, to jednak jest to dobry moment (dla inwestorów zewnetrznych) na ich zakup. Wszyscy analitycy finasowi, z którymi się zetknęłam, zgodnie twierdzą, że ceny akcji Tiffany pójdą w górę przynajmniej do 77$, jeśli nie 100$. Pomimo podwyżki cen i gorszego niż oczekiwany obrotu w grudniu ubiegłego roku, inwestycje Tiffany mają wystarczająco wysoką stopę wzrostu, firma dysponuje sporą gotówką i ma plany otwarcia kolejnych salonów biżuterii (np. w USA jest obecnie 87 sklepów Tiffany, ale firma chce zwiększyć ich ilość w przeciągu najbliższych lat do 150).
Okazuje się (według analiz przygotowanych przez bank inwestycyjny Oppenheimer), że istnieje dość ścisła korelacja pomiędzy osiągnięciami firm indeksu giełdowego Standard & Poor's 500 (S&P 500 to indeks 500 największych z punktu widzenia kapitalizacji rynkowej firm dostępnych na amerykańskich giełdach New York Stock Exchange i NASDAQ. I taka mała dygresja, słowo "poor" nie ma w tym przypadku nic wspólnego ze słowem "biedny", pochodzi ono od nazwiska jednego z zalożycieli Henry'ego Varnum Poor), a wysokoscią akcji Tiffany. Biorąc pod uwagę fakt, iż indeks giełdowy S & P 500 poszedł w górę, można spodziewać się tego samego z akcjami Tiffany.

Ewa Bytomska

Comments

Post a Comment

Popular Posts